Msza Święta w kościele Świętej Rodziny w wielkim Klinczu. Niedługo rozpocznie się szósty miesiąc mojego nowicjatu, który rozpocząłem 16.10.2005. Mszę celebrował ks. Karol, w koncelebrze ks Jarek i ks Adam, Sobczyk nasz socjusz. Przyjąłem komunię świętą pod obiema postaciami. Podczas mszy światło wewnętrzne i radość, jasność, duży pokój, prostota. Uczucia jakby zablokowane, płacz nie przyszedł, chociaż pragnąłem, aby przyszły łzy skruchy. Czułem za to radość i cos w rodzaju dumy – niepotrzebne uczucie nie na miejscu.
Po mszy świętej uczestniczyłem w nabożeństwie do MB Nieustającej Pomocy. Wpatrywałem się w obraz Maryi i Jej koronę wysadzaną mieniącymi się w przeróżnych kolorach szlachetnymi kamieniami. Fioletowe, granatowe, czerwone, przepiękne. Po mszy różaniec w kaplicy nowicjackiej. Rozważaliśmy Tajemnice chwalebne. Rozważam dużo
i rozumiem dużo. Na modlitwie mijają mi kolejne dni.
09.03. 2006. – Czwartek
Adoracja NS w kaplicy domowej – nowicjackiej. Służyłem jako nawikariusz.
Na błogosławieństwo zamiast zadzwonić gongiem zadzwoniłem dzwonkami, też ładnie dopiero się uczę i niestety popełniam błędy. W postawie podczas służby odczuwam pewną niezręczność jednak jestem ufny. Całą ufność swoją składam w ręce Boga. On jest dla mnie Tym, w którym położyłem cała moją ufność.
12.03.2006 - Niedziela
Msza święta w kościele. W ramach kazania był odczytany list o tematyce misyjnej, był w nim wspominany św. Franciszek Ksawery SJ. I znów obudziła się we mnie żywa miłość do zakonu jezuitów. Chociaż to ze jestem w nowicjacie misjonarzy Świętej Rodziny dostarcza mi nadziei i pociesza. Brakuje mi jednak ciepła jezuitów ich serca, humoru i atmosfery Duszpasterstwa akademickiego KUL. Po prostu tęsknie za tym.
Podczas mszy świętej trema w służbie, pokora i poddanie się woli Bożej. Miłość, miłość do ludzi.
Jak wspaniałe są dzieła Boże. Nikt Ci Panie nie dorówna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz